27.10.2026

Związki Raczyńskich ze służebniczkami – Sprowadzenie służebniczek do Dębicy

s. Agnieszka Skrzypek SBDNP

Związki Raczyńskich ze służebniczkami
Sprowadzenie służebniczek do Dębicy

Maksyma Jean Jacques Rousseau „Vitam impendere vero”, którą możemy przetłumaczyć – poświęcić życie prawdzie albo przeżyć życie prawdziwie została nie tylko wpisana w rodowy herb Raczyńskich, ale też w ich życie. Dziewiętnastowieczni przedstawiciele rodziny, wywodzący się z wielkopolskiej linii rodu Raczyńskich, wykorzystywali bowiem życie w pełni. Realizowali życiowe pasje czy to w dziedzinie wojskowości, czy jako mecenasi sztuki i kultury, gromadząc bogate kolekcje obrazów, księgozbiorów oraz innych dzieł bezcennych dzisiaj dla polskiego dziedzictwa kulturowego. Braci Edwarda i Atanazego hr. Raczyńskich łączyło zamiłowanie do nauki i sztuki oraz pracy dla dobra Ojczyzny i Polaków, choć pojmowali i realizowali je w zupełnie inny sposób .

Na podobne wartości uwrażliwiał wiejskie dziewczęta wielkopolski ziemianin Edmund Bojanowski, założyciel pierwszego na ziemiach polskich żeńskiego zgromadzenia
o charakterze apostolskim. Początkowo ochronki służebniczek powstawały w środowisku wiejskim w dobrach ziemiańskich. Bojanowski chciał przez edukację dzieci wychowywać lud wiejski, a w przyszłości społeczeństwo polskie zdolne do samodzielnego budowania własnej niepodległej państwowości. Służebniczki w ochronkach oddziaływały na całe środowisko poprzez religijne i patriotyczne wychowanie dzieci, młodych dziewcząt i kobiet, pomoc najuboższym i chorym oraz pracę z ludem. Zarówno Raczyńscy, jak i Bojanowski wspierali polskość w zaborze pruskim poprzez gromadzenie zabytków kultury narodowej w szerokim tego słowa znaczeniu. Czy można jeszcze wskazać inne „koneksje” Raczyńskich ze służebniczkami by zrozumieć, w jaki sposób siostry służebniczki z Wielkopolski trafiły do Dębicy?

Powiązania Edmunda Bojanowskiego z Raczyńskimi

Na podstawie korespondencji Edmunda Bojanowskiego i jego zapisów w dzienniku, który prowadził od 1853 do 1871 roku, możemy stwierdzić, że Raczyńscy byli znani założycielowi służebniczek, a z niektórymi miał bliższe relacje. Trzeba zauważyć,
że kilkanaście razy występuje w zapiskach Edmunda rodzina Antoniego Raczyńskiego , o której Bojanowski pisze bardzo życzliwie. Przyrodni bracia: Teofil Wilkoński i jego rodzina oraz E. Bojanowski przyjaźnią się wręcz z A. Raczyńskim. Informacje dotyczą odwiedzin z okazji świąt, bytności na obiedzie itp. Z korespondencji Edmunda dowiadujemy się także, że A. Raczyński, gdy mieszkał w Jaszkowie wspierał materialnie siostry w czasie kryzysu finansowego, w jaki popadło gospodarstwo nowicjatu po odejściu przełożonej Matyldy Jasińskiej. Rodzina Antoniego nie była jednak blisko spokrewniona z rodem wielkopolskich magnatów, synów Filipa i Michaliny Raczyńskich oraz ich potomkami. Mowa tu o Edwardzie hr. Raczyńskim założycielu Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, wydawcy dzieł klasyków literatury narodowej i europejskiej, jego synu Rogerze, wnuku Aleksandrze Edwardzie i jego dzieciach, ponadto młodszym bracie Edwarda – Atanazym hr. Raczyńskim, jego synu Karolu hr. Raczyńskim, fundatorze i dobrodzieju służebniczek w Dębicy. Współcześni Bojanowskiemu, Raczyńscy herbu Nałęcz posiadali w wieku XIX rozległe dobra ziemskie zarówno w Wielkopolsce, jak i na terenie Galicji. Na kartach dziennika Bojanowski wspomina Edwarda Raczyńskiego przy okazji wydawanych przez niego dzieł i jeden raz jego wnuka Aleksandra Edwarda.

Natomiast Atanazy a zwłaszcza jego bratanek Roger, jak wynika z archiwaliów, należeli do grona dobrodziejów służebniczek. Zapisy na ten temat znajdują się nie tylko w dzienniku, ale także w korespondencji Bojanowskiego. Atanazy jest wspominany w dzienniku sześciokrotnie jako darczyńca na rzecz budowy i utrzymania ochronek. Zapisy pochodzą z lat 1855-1861, hrabia Raczyński przebywał wówczas w Berlinie i podróżował po Europie. Zwykle płacił 25 czasami 70 talarów . Pośrednikiem w zdobywaniu pieniędzy był dobry znajomy Edmunda Kajetan Morawski, a jednocześnie opiekun spraw majątkowych Raczyńskich i jak wynika z korespondencji spiritus movens dobroczynności Atanazego. W liście Kajetana Morawskiego do E. Bojanowskiego można bowiem przeczytać: „Przed kilku tygodniami pisałeś do mnie o składkę na zapłacenie dzierżawy z ogrodów sióstr, kazałeś udać się do Żółtowskiego i tego nie uczyniłem, bo oni w kraju dają, napisałem do takiego co za krajem i przesyłam Ci 25 tal. od Atanazego Raczyńskiego. Pieniądze te leżały dwa tygodnie u mnie, bo byłem w Krakowie. Proszę Cię tylko bardzo, by siostry posłały mu zaraz podziękowanie piśmienne, dla wciągnięcia go w dawanie, zaświadczenie, że ja odesłałem przysłany datek . W przypadku Rogera Raczyńskiego mamy wiele podobieństw. Spośród wszystkich Raczyńskich, o których pisze Bojanowski, datki od Rogera przychodziły najczęściej i niejednokrotnie stawały się wybawieniem założyciela służebniczek z poważnych trudności finansowych. W dzienniku Edmund odnotował ponad 20 kilka razy imię Rogera. Bardzo często pośredniczącą w przekazywaniu pieniędzy albo też proszącą o nie dla dzieci i sierot była Paulina z Łubieńskich Kajetanowa Morawska oraz jej córki Rozalia i Irena. Dodać należy, że Pani Morawska była również związana z żoną Edwarda hr. Raczyńskiego, Konstancją z Potockich, gdyż ta była matką Ireny – żony ukochanego brata Pauliny Henryka Łubieńskiego .

„Wróciwszy potem do pracujących przy fundamencie mularzy, zobaczyłem duży pojazd zajeżdżający przed Instytut. Była to pani Kajetanowa Morawska z córkami. Wszyscy byliśmy jej przybyciem wielce uradowani. Po chwili zaprowadziła mię do osobnego pokoju i oświadczyła, że na rozpoczętą budowę naszą przywozi otrzymaną od Rogera Raczyńskiego ofiarę. Widziałem w jej twarzy wyraz wielkiej radości a nawet głębokie rozrzewnienie, z którem o miłosierdziu Bożym i czuwającej zawsze Opatrzności nad sierotami mówiła. Wreszcie dobyła listową kopertę i z dziecięcem uszczęśliwie[nie]m ściskając mi rękę, podała. Na kopercie było napisane tylko: 500 talarów. Wzruszenia mego nie umiem opisać i podziękowania również nie byłem zdolny wypowiedzieć! O jakże cudowne są sprawy Opatrzności! Wtenczas, kiedyśmy nie wiedzieli skąd dalej wydatki przedsięwziętej budowy opłacić, kiedyśmy tylko o tyle spokojnymi byli, o ile nasza ufność w Panu Bogu pokrzepiała nas we wytrwałości, – zsyła nam Bóg najmiłosierniejszy pomoc wystarczającą do uskutecznienia tak trudnego w naszym niedostatku przedsięwzięcia. Powiedziawszy o tem Siostrze Przełożonej, prosiłem przede wszystkiem, aby sieroty za świeżo otrzymane dobrodziejstwo odbyły modły dziękczynne, a sam pobiegłem do kaplicy i z cisnącemi się do oczu łzami złożyłem Bogu gorące dzięki” . Inny fragment „(…) doniosła mi siostra Wiktoria uszczęśliwiającą wiadomość, że przyszedł do mnie posłaniec umyślny z Jurkowa z jakimś dobrym, bo ciężkim listem od pani Kajetanowej. Wyszedłszy z łazienki odebrałem list ten z 140 tal., które znowu od Rogera Raczyńskiego dla nas otrzymała. Dziękując Bogu z głębi serca za zesłaną nam pociechę, napisałem list do pani Kajetanowej ze szczerem wynurzeniem naszej nieskończonej wdzięczności” .
W Oporowie rodowej posiadłości Morawskich, gdzie toczyło się życie umysłowe ówczesnych wielkopolskich elit, często goszczącym i serdecznie do rodziny przywiązanym był Roger hr. Raczyński, podobno pewnego dnia żartobliwie się odzywał: „Co za wyjątkową noc dziś miałem! Tylko mnie siedem razy przenosili!” . Zaś w Oporówku należącym do majątku Morawskich od 1862 r. funkcjonowała ochronka służebniczek . Właścicielem tego majątku został Wojciech Morawski syn Kajetanowej. „Założył on w Lesznie szacowne pismo pod tytułem „Przyjaciel Ludu”, które przeważnie jego bliscy zasilali. Najpiękniejsza młodzież z całego kraju chętną rękę do wspólnego przykładu dała dzieła, a Jenerał Morawski był wyrocznią tej całej szkoły ludzi, pełnych zapału do rzeczy ojczystych i pięknych” . Wśród czołowych autorów piszących do „Przyjaciela Ludu” był Edmund Bojanowski, co oznaczałoby, że założyciel służebniczek należał do owych „bliskich zasilających czasopismo”. Działalność ta była więc, zarówno dla Bojanowskiego, Morawskiego, jak i Raczyńskiego wspólnym polem pracy nad umacnianiem polskości.

Edmund prowadził również działalność wydawniczą oprócz „Roku Wiejskiego” wydawał „Pokłosie” – Zbierankę literacką na korzyść sierot, w której zamieszczał utwory znanych poetów i pisarzy polskich, propagując literaturę piękną w języku polskim m.in. znalazły się tam utwory takie jak: „Nocleg” A. Mickiewicza, „Jesień” C.K. Norwida oraz wiersze Teofila Lenartowicza. Czasopismo było rozprowadzane wśród ziemian. Roger Raczyński był jednym ze stałych nabywców egzemplarzy „Pokłosia”. Wydaje się, że młodszy o sześć lat od Edmunda Roger miał podobną wrażliwość na sprawy narodowe i potrzebujących. Utrzymywał ponadto kontakty literackie podobnie jak założyciel ochronek z T. Lenartowiczem, którego poznała Konstancja żona Rogera czy Juliuszem Słowackim, z którym przyjaźnił się sam R. Raczynski. Mieszkanie Rogerostwa odwiedzane chętnie przez rodaków stało się ośrodkiem życia kulturalno-politycznego na emigracji . Wygląda na to, że Edmund z Rogerem mentalnie byli sobie bliscy, nie tylko ze względu na małą różnicę wiekową, podobnie jak z kuzynem Karolem Raczyńskim, o którym nie ma wzmianek w zapisach założyciela służebniczek. Czy Bojanowski mógł zatem spotkać się z młodszym zaledwie o trzy lata fundatorem ochronki w Dębicy i czy mogli się poznać? Teoretycznie tak, natomiast z analizy dokumentów i faktów, które są nam znane z życiorysów obu ziemian należy przypuszczać, że to bardzo mało prawdopodobne.

Fundatorzy dzieł dobroczynnych Karol i Karolina hr. Raczyńscy

Wydaje się, że syn Atanazego hr. Raczyńskiego Karol wychowywał się i dorastał w innym środowisku niż jego wielkopolski kuzyn. Atanazy, zaprawiony w wojennej walce, mający za sobą doświadczenie odmowy ręki nie jednej dobrej partii (córek Klemensa Józefa Czartoryskiego i Doroty Sanguszko czy Zofii Branickiej), bo jak pouczał go dziadek Kazimierz trzeba „ożenić się, ale z dobrze urodzoną i nie gołą”, powiedział Anetcie Radziwiłł, że ją kocha. „Ona, jak sam zanotował pod datą 30 sierpnia 1816 r., przychylnie odniosła się do jego oświadczyn”. Trzy lata młodsza Aneta (Anna) Radziwiłłówna, córka Dominika i Marianny z Czechnickich została żoną hrabiego Raczyńskiego 31 października tegoż roku, zaś 3 listopada odbył się ich ślub w Warszawie, on miał wówczas 28 lat. Zapisał: „Jestem szczęśliwy ponad wszelki wyraz”, a 20 lat później skonstatował: „Moje życie domowe przedstawia obraz skandaliczny” .
Anna Radziwiłłówna odziedziczyła dobra w Galicji, wnosząc je jako wiano swojemu mężowi Atanazemu hr. Raczyńskiemu, który wyprocesował je dla żony. Był to tzw. klucz dębicki, w skład którego wchodziły oprócz Dębicy: Zawada, Nagawczyna, Stobierna, Stasiówka, Braciejowa, Kawęczyn, Grabiny, Straszęcin, Góra Motyczna, Kędzierz, Kozłów, Pustynia, Sepnica, Paszczyna, Kochanówka. Urzeczony okolicą przedsiębiorczy Wielkopolanin zabrał się do odnowienia i urządzania zniszczonego zamku. Atanazy będąc utalentowanym malarzem i architektem sprawił, że zamek w Zawadzie stał się „pierwszą wybitną siedzibą neogotycką na ziemiach polskich”. Był to pałac według projektu Karla F. Schinkela znanego architekta, wybitnego twórcy klasycyzmu w Królestwie Prus i samego hrabiego pałac „malowniczy i niepozbawiony wdzięku”, jak opisywali go znawcy. Historyk sztuki, architekt Tadeusz Jaroszewski pisał: „Skomponowana przez Schinkela elewacja była zjawiskiem niezwykłym i trudno znaleźć dla niej dzieło pokrewne w ogromnym dorobku architektury. Było to bowiem swoiste połączenie stylu romańskiego i gotyckiego, jest bodajże pierwszym dziełem sztuki, gdzie elementy dwu -stylów zostały zestawione razem, tworząc harmonijną kompozycję”. Sam Atanazy pozostawił opis restauracji zamku, który wydrukowano w „Przyjacielu Ludu” .
Do zamku, ze wspaniałą biblioteką, galerią obrazów i pięknym ogrodem, dobudowano jeszcze kaplicę, pozostałą do chwili obecnej. Wydaje się, że odnowienie zaniedbanej dawnej siedziby Ligęzów, Raczyński w pewnym sensie uważał za rodową nobilitacje. Być może dlatego też zmienił strop w sanktuarium Matki Bożej w Zawadzie, a do kościoła namalował kilka obrazów. Marian Morawczyński przypuszczał na podstawie listów między obu magnatami, że Atanazy mógł ten pałac przygotowywać dla prymasa Ignacego Raczyńskiego, cytując fragmenty ich korespondencji, dotyczące spraw gospodarczych. „Oto prymas pisze, że w drodze przez Kołaczyce spotkał się ze stolarzem, który gotów jest dla Atanazego wykonać potrzebne mu meble, ma także swoje drzewo. Kiedy indziej Atanazy pisze znów, że przez Dębicę będą prowadzić krowy tyrolskie i szwajcarskie, chciałby kupić kilka sztuk, pozwoli sobie pożyczyć z oszczędności prymasa”. Faktem jest, że w galicyjskich majątkach folwarcznych Atanazy wprowadził nowe uprawy, sprowadził także z Wielkopolski nowe odmiany bydła hodowlanego i koni. Zamiłowanie do koni i jeździectwa rozwinął znacznie później jego syn Karol, który zapoczątkował w majątkach galicyjskich tradycje jazdy konnej.

Rezydencję w Zawadzie Raczyński wyraźnie lubił, chętnie tam pomieszkiwał, szukał wytchnienia, czerpał inspiracje do malowania swoich krajobrazów . Nie była to jednak jego własność, o czym intuicyjnie pisał w liście do brata Edwarda: „Dębica jest majątkiem mojej żony, a zatem chociaż ją dziś kocham, nie można zaręczyć na przyszłość” . Rzeczywiście szczęście wynikające z pożycia małżonków, jak się wydaje nie trwało długo. Państwo Raczyńscy mieli troje dzieci: pierworodnego syna Karola urodzonego 19 sierpnia 1817 r, dwa lata młodszą córkę Wandę Izabellę słynną z wielkiej urody (niestety dość młodo zmarłą) i młodszą o rok Teresę. Konflikty między rodzicami dotyczyły, jak wynika z zapisów Atanazego (Dz. 2 XII 1823) z różnych zapatrywań na organizację domu, edukację dzieci czy jak to określał hrabia, uroków życia. Relacje małżeńskie zaczęły się psuć i choć nie doszło do rozwodu, małżeństwo Raczyńskich formalnie się rozpadło. Symbolicznie wyrażał to napis umieszczony przez hrabiego nad wejściem do zamku:

Anna hr. Raczyńska właścicielka, Atanazy hr. Raczyński administrator. 
Atanazy wyjechał z Zawady, oddając się służbie w dyplomacji pruskiej oraz tworzeniem ordynacji w Wielkopolsce i zakładaniem galerii obrazów w Berlinie. Kilka razy odwiedził Zawadę podczas swojego pobytu w krajach zachodniej Europy. Od połowy lat trzydziestych małżonkowie żyli w separacji, spotykając się czasami w Warszawie. Wydaje się więc, że również dzieci opuściły majątek galicyjski. Karol z pewnością odwiedzał Wielkopolskę, ale większą część młodzieńczego wieku prawdopodobnie spędził w Berlinie, ucząc się polskiego w wieku dojrzałym. Córki zgodnie z zasadą rodzinną zostały wydane za bogatych węgierskich hrabiów . Majątek Atanazego i część dóbr Anny hr. Raczyńskiej tzw. klucz dębicki miał przejść na własność syna Karola, spadkobiercy nazwiska i majątku, zgromadzonego w ordynacji Obrzyckiej. Tymczasem przedmiotem szczególnej troski i wielkiego niepokoju Raczyńskiego były postawa i zachowanie syna. Atanazy dostrzegał w Karolu cechy, które nie podobały mu się u żony, ponadto drażniło go posunięte do granic nieposłuszeństwo. Miał poczucie utraty kontroli nad życiem syna, gdy ten osiągnął pełnoletność . Pisał w grudniu 1838 r. „Mój syn sprawia mi wiele kłopotu. Prowadzi się tak źle, jak to tylko możliwe. Jest kłamcą, próżniakiem, wbił sobie do głowy ślub z córką protestanckiego pastora; jest w stanie buntu przeciwko mnie, nie ma zupełnie porządku, wszystko ocenia na opak, nie okazuje za grosz wspaniałomyślności, żadnej szlachetności uczuć, jego charakterowi brakuje siły i energii. Jeżeli nie zmieni się będzie żałosną istotą. Szykuje mi wiele wstydu i wiele troski” (Dz. 14 XII 1838). Ojciec próbował wywrzeć na Karolu presję poprzez apelowanie w listach do syna o opamiętanie, odcinanie od finansów, przenoszenie w celach edukacyjnych z Berlina do Magdeburga. Prosił o mediację Edwarda i jego żonę Konstancję, która miała więcej wiary i nadziei na poprawę bratanka. Edward pisał z Berlina do Atanazego, gdy ten był w Lizbonie w maju 1843 r., że Karol ma długi (848 talarów) wobec krawców, szewców itp. a co gorsza niechęć i gnuśność do pracy. Na początku lat pięćdziesiątych stosunki z synem zaczęły się poprawiać w perspektywie małżeństwa, które miało skłonić niefrasobliwego syna do pracowitego i uporządkowanego życia. Wybór żony nie był łatwy, bo ojciec musiał go zaakceptować, gdy „syn zapalił się do ślubu z Izabelą Czartoryską córką Adama Jerzego i z matką uzgodnił sprawę, przyszedł list od ojca z zakazem małżeństwa pod przekleństwem, aby się nie ważył lodu tykać i o śnieżną rękę nie prosić. Mało nie oszalał, nie wiedząc jak postąpić, jak się wycofać” .

Trudno się może i dziwić, że hrabia Karol prowadził hulaszczy tryb życia i dopiero w wieku 37 lat ustatkował się, gdy ożenił się z Karoliną Ӧttingen Wallerstein ze znakomitego książęcego rodu, skoligaconego przez babkę z rosyjską imperatorową Marią Fiodorowną i innymi europejskimi panującymi. Atanazy Raczyński zanotował: „Z punktu widzenia majątku małżeństwo to nie jest znakomite, ale z punktu widzenia szlachectwa nie mogłoby być korzystniejsze”. Nie było w tym stwierdzeniu przesady na początku XVIII w. dwie siostry księżniczki Ӧttingen stały się przez zawarte związki małżeńskie prababkami wszystkich niemal rodzin monarszych w Europie zarówno katolickich, jak i protestanckich. Ślub odbył się w Pradze 4 stycznia 1854 r. Atanazy zapisał wówczas: „Karol cieszy się z małżeństwa. Młodzi są szczęśliwi, że należą do siebie. Jestem pełen nadziei, że to małżeństwo uczyni Karola rozumnym i lepszym. Pragnę, by miał on syna i by moja rodzina nie wygasła” . Część ojcowskich pragnień odnośnie do małżeństwa i zmiany zachowania syna spełniła się, co wydaje się być niewątpliwe zasługą księżnej Karoliny, wyróżniała się nie tylko urodą, ale duchowym szlachectwem. Czym pociągała męża nie tylko do zmiany myślenia i postępowania, ale także do troski o dobro wspólne. Po śmierci napisano o nim w krakowskim kalendarzu: „Zmarły był w całem tego słowa znaczeniu czystą szlachetną duszą, a dobroć i łagodność były głównemi zaletami jego pięknego charakteru i cichego długiego żywota. Nad wszystkiem zaś górowała u niego przez całe życie niezłomna gorąca religijność. Z tem zaś wiązała się ofiarność niezwykła na wszelkie cele miłosierne, wielka a zawsze mądra litość na ludzkie nędze” . Można polemizować na ile jest prawdy w tym, co napisano, a ile może nieco na wyrost, nie mniej jednak małżeńska strona życia Karola wydaje się być diametralnie różna od tej ukazanej przez pryzmat ojcowskiego pióra. Drugie życzenie Atanazego odnośnie do syna niestety nie mogło się spełnić, Karolostwo hr. Raczyńscy nie mieli dzieci.
Wychowana skromnie i surowo księżna Karolina była kilkanaście lat młodszą od swojego wybranka. Różniła się więc z pewnością od niego, lecz przez łagodność i miłość mogła wprowadzać pewien ład i harmonię w ich życie małżeńskie. Być może łączyły ich wspólne upodobania artystyczne, skoro zabytkowy Rzym i Paryż stały się dla nowożeńców ulubionym miejscem pobytu w podróży poślubnej po Europie . W intercyzie ślubnej zastrzeżono, iż małżonkowie mieli zamieszkać w Wielkopolsce w ordynacji obrzyckiej, ale warunek ten z różnych przyczyn nie został spełniony. Jak dowiadujemy się z Kuriera Poznańskiego, hrabina nigdy nie odwiedziła Wielkopolski, choć raz zamiar ten był bliski urzeczywistnienia, nie miała też sposobności nauczenia się języka polskiego. Znała Dębicę, drugi wielki majątek Raczyńskich w Galicji, gdzie pod koniec życia bywała kilka razy. Rodowe posiadłości Karoliny hr. Raczyńskiej leżały nad jeziorem Bodeńskim w Bregenz. Tam z mężem przebywali większą część roku, to w tej rezydencji mieściła się piękna kaplica pałacowa, gdzie posługiwali kapelani pochodzenia polskiego: ks. Maksymilian Baraniecki (późniejszy proboszcz w Sobótce pod Szamotułami), ks. dr Ignacy Goczkowski (regens w seminarium duchownym w Gnieźnie) i ks. dr Jan Gnatowski estetyk i beletrysta .

Głęboko religijna hrabina od młodości odznaczała się wielkim miłosierdziem dla bliźnich zwłaszcza dla ubogich. Prowadziła ożywioną działalność dobroczynną, wspierając dzieła charytatywne. W artykule jej poświęconym zaznaczono, że „hr. Raczyńscy gorąco do wiary katolickiej przywiązani, szafowali swem mieniem na cele kościelne i dobroczynne. Hrabina nosząc polskie nazwisko i rozrządzając dochodami niesionemi jej przez polskie majątki, nie zapomniała też o obowiązkach względem ojczyzny małżonka” . Nie była Polką, a wspomagała instytucje kościelne promujące polskość albo też działające na ziemiach polskich pod zaborem pruskim i na terenie monarchii Habsburgów. Łożyła chętnie na upiększanie kościołów: do farnego kościoła w Szamotułach ofiarowała okno gotyckie, do kaplicy Św. Franciszka Ksawerego w katedrze poznańskiej obraz mozaikowy (Niepokalane Poczęcie, Murilla) robiony w Rzymie u Roccegianiego, także do kaplicy służebniczek w Dębicy figurę Matki Bożej Niepokalanej. W czasie Kulturkampfu wspomagała seminarium w Gnieźnie, wspierała finansowo zmartwychwstańców, urszulanki w Tarnowie, franciszkanki we Lwowie, fundowała stypendia dla młodych seminarzystów, w szpitalu dziecięcym u Św. Józefa w Poznaniu ufundowała jedno miejsce, wspomagała w tym mieście przytułek dla starców u „Opatrzności”. W rodzinnym Bregenz wspomagała ubogich i chorych sama im posługując . Osobną, jak się wydaje działalnością Karoliny było uposażanie klasztorów żeńskich zwłaszcza karmelitanek i sióstr służebniczek.

Zainteresowanie karmelem i materialna pomoc temu zakonowi zaczęła się właściwie kilka lat po ślubie państwa Raczyńskich. Karolina zaprzyjaźniła się z hrabiankami, które związały się z karmelitankami. Pierwszą była dama dworu Marii królowej saskiej niejaka Zofia Stolberg, po wstąpieniu do karmelu w Kolonii, s. Teresa od Jezusa. Druga przyjaciółka to Krystyna z Szlubowskich hr. Wielhorska. Ta była matką s. Jadwigi od św. Jana od Krzyża karmelitanki bosej – fundatorki karmelu w Poznaniu i w Krakowie na ul. Łobzowskiej. Z Krystyną hrabina Raczyńska poznała się w Rzymie. Pod wpływem tych przyjaźni Karolina poznała duchowość karmelitańską i wstąpiła do III Zakonu Karmelitańskiego, przyjmując imię s. Teresy od Najświętszego Serca Pana Jezusa, którego była gorącą czcicielką, co możemy poznać z zapisów Kroniki pałacowej w Bregenz, prowadzonej przez nią samą. Przez osobiste zaangażowanie i finansowe wsparcie przyczyniła się do powstania karmelu w Wieliczce, a następnie we Lwowie . Nie oszczędzone jej były różnego rodzaju trudności. W odnowie życia duchowego, współpracując m.in. z Rafałem Kalinowskim, doprowadziła powierzone jej zadania i dzieła do końca. Była przekonana, że z woli Bożej miała się tym zająć. W liście do nowej przełożonej karmelu we Lwowie, pisanym notabene z Zawady, czytamy: „Mając mocną ufność, że to Bóg sam dał mi siłę wytrwania, pomimo wszystkiego w podtrzymaniu tej fundacji, serce moje zaczyna odczuwać wielką pociechę w przekonaniu, że to dzieło Boże będzie teraz oparte na rzadkich cnotach i że będzie mogło kształcić „święte”. Czuję się taka nędzna i niegodna odpowiedzialności wobec wszystkiego, co Bóg działa w tym małym Karmelu (…), że się czuję jakby przygnieciona tym ciężarem, ale gdy serce wzniosę trochę wyżej, cała odwaga i energia służenia Panu Bogu na tej drodze budzi się we mnie na nowo” . Jak w działalności i duchowości żony odnajdywał się mąż Karoliny, były przecież lekkoduch?

Ciekawe spostrzeżenie odnośnie do Karola Raczyńskiego zapisał o. Benignus Wanat, nie żyjący już historyk karmelitański, cytując opinie karmelitanek lwowskich, które znały osobiście swoją fundatorkę. „Karol Raczyński był prawdziwie od Boga wybranym opiekunem dla tej niezwykłej duszy, będąc sam wierzącym i szlachetnym rozumiał, że jego cnotliwa małżonka ma inne wyższe posłannictwo na ziemi. Podzielał wszystkie jej zamiary, pragnienia i dopomagał w niezliczonych zbożnych dziełach tak, że z ich szczodrobliwej hojności powstało w Niemczech i w Polsce wiele pobożnych stowarzyszeń i zakładów. Olbrzymich dóbr, które posiadali nie używali dla siebie, lecz dzieląc się z drugimi przeszli przez życie czyniąc dobrze” . Ta opinia wydaje się potwierdzać choćby w dbałości o „przestrzeń sakralną” wystroju pałacowej rezydencji w Bregenz, powstałej pod koniec lat siedemdziesiątych XIX w., na którą musiała być obopólna zgoda małżonków. Chodziło o odprawianie Mszy Św. w małym oratorium, a następnie na umieszczenie na stałe Najświętszego Sakramentu w nowej kaplicy pałacowej, a co się z tym wiąże, utrzymywania stałych kapelanów.

W załatwianiu odpowiednich pozwoleń kościelnych w Stolicy Apostolskiej dla hrabiostwa Raczyńskich pośredniczył kardynał Mieczysław Ledóchowski. O dobrej znajomości Karoliny i Karola z kardynałem świadczyć mogą archiwalia. Jednym z nich jest zdjęcie Raczyńskich z Ledóchowskim z pobytu w Rzymie, kiedy to za pośrednictwem kardynała uzyskali od papieża Leona XIII zgodę (tzn. breve z 24 V 1881) na przechowywanie w domowej kaplicy Najświętszego Sakramentu z życzeniem zatrudnienia domowego kapelana. Zachowała się także korespondencja Karoliny z kardynałem z 1883 r. w języku francuskim . Zapisy hrabiny Raczyńskiej o pobycie kardynała i jego sekretarza ks. Władysława Meszczyńskiego w pałacu w Bregenz od 6 do 10 września 1889 r. wskazują na bliskie relacje Ledóchowskiego z Raczyńskimi, świadczące o wzajemnej życzliwości i jak się wydaje wspieraniu w różnych sytuacjach. Pomoc małżeństwa Raczyńskich uwidoczniła się w dobroczynnych fundacjach na rzecz służebniczek zabezpieczających materialną i duchową egzystencję sióstr, szukających schronienia w Galicji.

Sprowadzenie służebniczek do Dębicy

Na terenie Wielkopolski stosunkowo młode zgromadzenie służebniczek borykało się z poważnymi trudnościami. Polityka Kulturkampfu uznała działalność wychowawczą ochronek Bojanowskiego za wrogą państwu pruskiemu. Zabraniano siostrom nie tylko wychowywania najmłodszych, ale uczenia dzieci religii w języku polskim, chodzenia w stroju zakonnym, a także zakazano przyjmowania do zgromadzenia zgłaszających się nowych kandydatek. Władza, tylko ze względów utylitarystycznych, pozwoliła siostrom na zajmowanie się chorymi, gdyż państwo nie miało zorganizowanej opieki pielęgniarskiej. Pod koniec lat siedemdziesiątych XIX w. przełożona generalna służebniczek m. Elżbieta Szkudłapska stanęła przed dylematem „być albo nie być” zgromadzenia. Szukała sposobów na przetrwanie, część sióstr zdjęło habity i po dwie zajmowało się dziećmi w dworach wielkopolskich. W Poznańskiem nowicjat zamknięto (Jaszkowo), zaś na Śląsku w Porębie, gdzie schroniła się przełożona generalna, mógł jakiś czas działać, gdyż siostry prowadziły w nim lazaret. Kilkoro służebniczek wyjechało na teren monarchii Habsburgów, gdzie „znajomi” ziemianie dali im schronienie w swoich majątkach, zakładając ochronki (Wiązownica – Sapiehowie, Ossowce – Potoccy i Cywińscy, Psary – Wilhelmina z Głogowskich Reyowa, Krzysztoforzyce – Maria z Michałowskich Łempicka).
Pojawił się projekt połączenia służebniczek z niepokalankami (zgromadzenie założone przez m. Marcelinę Darowską), odrzucony na początku lat osiemdziesiątych przez kard. M. Ledóchowskigo, duchowego opiekuna służebniczek. Rzecz ciekawa, w trudnej sytuacji zgromadzenia kardynał zabronił służebniczkom zarówno fuzji z niepokalankami, jak i połączenia się z siostrami służebniczkami starowiejskimi, które funkcjonowały w Galicji, jako odrębna gałąź służebniczek, na co zresztą miały pozwolenie władz austriackich od 1875 r. Przypuszczalnie dlatego służebniczki, które przyjechały z Wielkopolski ze względu na ten sam strój, co „galicyjskie” nie budziły podejrzeń urzędników cesarskich, realizując spokojnie swój wychowawczy charyzmat. Rozważając sprawę przybycia służebniczek do Dębicy warto zauważyć też, że hrabiostwo Raczyńscy przebywali głównie w swoich tyrolskich posiadłościach w Bregenz, natomiast w okresie letnim bywali w Zawadzie, gdzie dobrami zarządzał plenipotent Ignacy Pieniążek. Wydaje się więc mało prawdopodobne, aby mogli znać sytuację służebniczek czy też spotykać matkę Elżbietę, przebywającą na Śląsku. W znanym do tej pory materiale źródłowym nie ma przesłanek, by Raczyńscy byli znajomymi E. Szkudłapskiej, nasuwa się więc przypuszczenie, że ktoś polecił służebniczki opiece hrabiostwa. Zbieżność tych okoliczności i dat nasuwa wniosek, iż to kardynał Ledóchowski zwrócił uwagę Raczyńskich na potrzebę pomocy służebniczkom. Uczciwie trzeba powiedzieć, że nigdzie w dotychczas odnalezionych czy znanych nam dokumentach nie ma jednoznacznego potwierdzenia tej tezy.

Faktem pozostaje, że w dniu 8 lipca 1882 r. pełnomocnik Raczyńskich, Ignacy Pieniążek, zgłosił się do urzędu parafialnego w Dębicy z oświadczeniem, że skarb wystawił ochronkę w Dębicy dla dzieci poniżej sześciu lat. Mogła ona pomieścić osiemdziesięcioro dzieci, które miały się uczyć (bez mieszkania i żywienia). Ponadto na utrzymanie trzech sióstr, które miały zająć się opieką i uczeniem dzieci w ochronce przeznaczono kwotę 200 złr. na jedną osobę rocznie. Służebniczkom zapewniono także mieszkanie oraz opiekę duchową. Na utrzymanie księdza kapelana, miał nim być ksiądz wikary z parafii św. Jadwigi, przyznana została roczna renta w wysokości 600 złr. W odpowiedzi na wiadomość pełnomocnika Raczyńskich ksiądz proboszcz Stanisław Róg poprosił odpowiednie władze diecezjalne o dodatkowego wikariusza . Matka Elżbieta natomiast oświadczył, że 30 lipca wyznaczone siostry służebniczki obejmą ochronkę, a 1 sierpnia rozpoczną pracę. Do nowej placówki skierowano: s. Marię Filipiak, s. Dorotę Biendara i s. Teresę Polowczyk, które 2 sierpnia tegoż roku rozpoczęły pracę w dębickiej ochronce, a ściślej rzecz ujmując w ochronce w Kawęczynie.

Dwie spośród służebniczek (Teresa i Marianna) wstąpiły do zgromadzenia za życia inicjatora ochronek. Rodzina s. Marianny była nawet bliżej znana panu Bojanowskiemu, o czym możemy przeczytać w czterech zachowanych listach E. Bojanowskiego do s. M. Filipiak pisanych w latach 1865-1866 i zachowanych w dębickim archiwum służebniczek. Siostra Marianna (nazywana również Marią) przyjaźniła się także z przełożoną E. Szkudłapską, co okazało się nie bez znaczenia w historii służebniczek związanych z Dębicą. Dorota zaś, została służebniczką po śmierci założyciela, pochodziła z terenu Prus Wschodnich, nie miała rodzeństwa, a losy jej się tak ułożyły, że gdy opuściła dom rodzinny, nigdy już go nie odwiedziła. Większość swego zakonnego życia ponad pięćdziesiąt lat związała z Dębicą.

Wydaje się, że charakter środowiska oraz potrzeby ludności galicyjskiej mogły być dla spadkobierców dębickiej posiadłości Anny z Radziwiłłów hr. Raczyńskiej wystarczającymi argumentami na założenie placówki służebniczek. Faktem jest, że hrabiowie Raczyńscy uposażyli dom w Dębicy z przeznaczeniem na ochronkę. Charyzmat, realizowany przez służebniczki, znalazł w Dębicy podatny grunt, wyrażający się w specyfice pracy z dziećmi i ludem oraz w krzewieniu polskich tradycji religijnych. Nie wiadomo, który z małżonków miał większy wpływ na utworzenia ochronki, biorąc pod uwagę, że majątek w Zawadzie stanowił oprawę ślubną dla Karoliny. Ze wspomnienia pośmiertnego o Karolinie Raczyńskiej wynika, że to ona była fundatorką domu sióstr służebniczek w Dębicy. Podobne sformułowanie, określające hr. Karolinę „założycielką ochronki, łożącą na utrzymanie sióstr i ochronki”, znajduje się w piśmie Ordynariatu Biskupiego w Tarnowie do C. K. Namiestnictwa we Lwowie w sprawie zatwierdzenia zgromadzenia służebniczek . Zapis znajdujący się w Księdze Dobrodziejów Zgromadzenia wymienia obydwoje małżonków jako ofiarodawców dóbr, które stały się podstawą zabezpieczenia materialnego służebniczek w Dębicy, wraz z domem i ogrodem .

Podobnie, jak w swoim tyrolskim pałacu, Raczyńscy zatroszczyli się o kaplicę dla służebniczek, którą wybudowano z ich środków prawdopodobnie między 1882 a 1886 rokiem. W czerwcu 1886 r. został wydany przez ordynariusza tarnowskiego bpa Ignacego Łobosa przywilej odprawiania Mszy Św. i przechowywania Najświętszego Sakramentu , co z uwagi na odległość ochronki od kościoła parafialnego było wielkim dobrodziejstwem także dla mieszkańców. Ksiądz proboszcz Eugeniusz Wolski, jak i dziekan ks. Kazimierz Buczkowski pisali o tym do konsystorza w Tarnowie, motywując potrzebę udzielenia odpowiednich pozwoleń: „Instytucja ta jest bardzo wielkim dobrodziejstwem dla okolicy, dzieci biedne, opuszczone znajdują tu opiekę i religijne wychowanie. Kaplica stosownie urządzona. Dobro duchowe tak sióstr, jak dziatek pod ich opieką, domaga się dobrodziejstwa Mszy Świętej. Pobożność i ofiarność hr. Raczyńskiej fundatorki zasługuje na uwzględnienie, ona pragnie szczęścia dla ochronki” .

W dokumentach odnalezionych w archiwum diecezjalnym mamy też zapisy w formie swoistych sprawozdań, które wskazują na zainteresowanie Raczyńskich sprawami dębickimi. „Gdy J.W. Hrabiostwo przyjeżdżali do ochronki, ks. Kapelan stał zawsze na czele sióstr i dzieci i witał ich pierwszy. Zwłaszcza śp. J.W. Pani Hr. Karolina dopóki żyła i zdrową była, zawsze jak troskliwa Matka zajmowała się i interesowała naszym klasztorkiem. Ile razy była w ochronce dopytywała się o sprawy dzieci i sióstr, a że nie rozumiała po polsku, przełożona zaś po niemiecku, więc za tłumaczkę służyła s. Anna Bohn (potem s. Rafaela Trendel)” . W innym miejscu mamy zapis jak Karolina hr. Raczyńska, przyjeżdżając na Gwiazdkę do ochronki w Dębicy słuchała popisów dziecięcych, przywoziła dla wszystkich drobne upominki, a dla sierot kupowała perkal, aby siostry mogły im uszyć ubrania.

Służebniczki szybko nawiązały kontakt z miejscową ludnością. Zorganizowały szwalnię dla dziewcząt, ucząc je prac ręcznych. Poza pracą z dziećmi pielęgnowały chorych po domach, przygotowywały dzieci do pierwszej spowiedzi i Komunii świętej. Dobrze rozwijająca się ochronka w Dębicy, początkowo zaplanowana na 80 dzieci, wspierana materialnie przez hrabiów Raczyńskich, rozrastała się i rozwijała. Mieszkańcy dostarczali siostrom płodów rolnych, zanim te otrzymały również od Raczyńskich grunt rolny jako źródło utrzymania, ponadto jak wynika z późniejszych zapisów siostry otrzymywały od administracji dóbr Raczyńskich potrzebny i wystarczający opał oraz mleko. Wkrótce (1889) została założona w dobrach Raczyńskich, kolejna ochronka w Stobiernej, niedaleko Dębicy.

Stobierna była niewielką wioską należącą do parafii Zawada. Mieszkańcy wioski mieli utrudniony dostęp zarówno do szkolnictwa, jak i lecznictwa, gdyż miejscowość była malowniczo rozciągnięta między pagórkami i lasami, w głębokiej dolinie, środkiem, której płynął potok Zawadka. Wzniesienia dochodziły miejscami do 400 m n.p.m. Pierwotnie osada ta należała, podobnie jak Zawada, do rodu Ligęzów, później do Raczyńskich. W ostatnich latach XIX wieku liczyła ogółem 75 domów, 440 wiernych rzymsko-katolików oraz 19 Izraelitów . Zamieszkanie na stałe sióstr było więc bardzo korzystne dla ludności, co zauważyli Raczyńscy. Fundatorzy ofiarowali zabudowania i kilka morgów ziemi, przeznaczyli też na utrzymanie sióstr roczną rentę w kwocie 450 guldenów austriackich. Dało to podstawy utrzymania dla sióstr, które zajęły się pracą wśród chorych i dzieci, a dotychczasowa karczma, do której chodzili chłopi zapijając biedę, straciła rację bytu. W późniejszych latach w ochronce powstała kaplica, gdzie służebniczki z ludźmi urządzały nabożeństwa różańcowe i majówki, a także katechizowały dzieci. Odprawiane też były Msze Święte przez kapłanów przyjeżdżających z zawadzkiej parafii w niedziele i inne uroczystości.

Na początku lat dziewięćdziesiątych XIX w. napływ kandydatek z Galicji oraz nasilenie antypolskich nastrojów w stosunku do służebniczek pochodzenia polskiego na Śląsku, doprowadziły do oddzielenia się domów służebniczek na terenie Prus od domów galicyjskich, których było już prawie 10, a co za tym idzie otwarcia nowicjatu w Dębicy. W marcu 1891 r. ks. komisarz Antoni Brzeziński wystosował pismo do Dobrodzieja (wygląda na to, że I. Pieniążka), aby ten udał się z prośbą do „P. Hrabiny Raczyńskiej o powiększenie domu ochronkowego w Dębicy” . Jak wynika z pisma również osobna prośba została wysłana do hrabiny „o przybudowanie kilku mieszkań do ochronki w Dębicy, bo ten dom jest jedynie odpowiedni na urządzenie nowicjatu”. Liczono, że wspaniałomyślna fundatorka dwóch ochronek, nie odmówi prośbie. Hrabina nie odmówiła i dzięki rozbudowie domu i kolejnym funduszom przekazywanym przez Raczyńskich dom dębicki stał się domem macierzystym, a po wyborze przełożonej dębickiej ochronki s. Marii Filipiak na pierwszą przełożoną generalną zaczął pełnić rolę domu generalnego nowego zgromadzenia służebniczek dębickich nazwanych tak od miasta Dębicy. Fragment przywoływanego wcześniej Kuriera Poznańskiego dobrze podsumowuje wkład hrabiny Karoliny w rozwój służebniczek: „Postąpiła tak jakby Polka z urodzenia lepiej postąpić nie mogła. W Galicji założyła i zabezpieczyła siedem czy osiem domów Służebniczek, z głównym domem w Dębicy, pozostających obecnie pod kierownictwem WW. OO. Filipinów w Tarnowie. Służebniczki, (…), oddają nieocenione usługi między wiejskim ludem, jako opiekunki dzieci i chorych. Zasług tych pokornych i ubogich służebnic Bożych uczestniczką się stała bogobojna ich fundatorka, która umiała ocenić szczerą pobożność i inne zalety prostego ludu polskiego” .

Po śmierci Karoliny w 1898 r. mąż sporządził testament, w którym potwierdził legaty na rzecz ochronek w Dębicy i Stobiernej, ponadto spadkobiercami dóbr dębickich uczynił, wówczas małoletnich, wnuków swojego kuzyna (Rogera hr. Raczyńskiego): Rogera Adama Nałęcz hr. Raczyńskiego oraz Edwarda Bernarda Nałęcz hr. Raczyńskiego . Ten ostatni dzięki staraniom swej matki Róży z Potockich Edwardowej Raczyńskiej wszedł w posiadanie majątku w Zawadzie wraz z całym kluczem dębickim. W testamencie Karola hr. Raczyńskiego sporządzonym w 1899 r. siostry miały zapisaną jeszcze jedną parcelę, była też mowa o budowie i utrzymaniu szpitala dla chorych w Dębicy pod nazwą „Carolinum” i przeznaczonej na ten cel kwocie 150. 000 złr. Z archiwaliów zgromadzenia wiadomo, że w odpowiedzi na zapytanie konsystorza w Tarnowie przełożona generalna M. Filipiak oświadczyła, że dotychczasowe legaty Karola hr. Raczyńskiego na cele przez niego w fundacji określone przyjęła i zobowiązała się „utrzymać w Dębicy bezpłatną ochronkę dla małych dzieci, udzielać nauki szycia, haftu i różnych robót ręcznych, pielęgnować po domach chorych, nadto utrzymywać w Dębicy nowicjat zakonny”. Potwierdziła przyjmowanie wyznaczonych na ten cel środków finansowych (rent, dóbr w naturze itp.) na rzecz zgromadzenia, jak również potwierdziła, że parceli, którą zmarły zapisał w ostatniej woli, siostry nie otrzymały. Zadeklarowała ponadto zajęcie się przez wykwalifikowane we Lwowie siostry pielęgniarki szpitalem, o którym była mowa, warunkiem pozostawionym bowiem przez fundatora było objęcie szpitala przez zgromadzenie zakonne . Jak pokazała historia, działalność szpitalną w Dębicy służebniczki podjęły w innym czasie i warunkach.

„Hrabiego Karola Raczyńskiego, typowego sybaryty, dzisiaj chyba już nikt nie pamięta, gdyż nie uczynił nic, co utrwaliłoby tę postać wśród potomnych” . Tym zdaniem Sławomir Leitgeber, pisząc o Karolu Raczyńskim zakończył artykuł, który opatrzył znamiennym tytułem: „Syn Marnotrawny”. W Dębicy oprócz samych służebniczek herby Nałęcz i herb Karoliny hr. Raczyńskiej z dewizą herbową Raczyńskich widoczne na północno-zachodnim gzymsie wieży kościoła farnego, są widocznym śladem charytatywnej działalności hrabiostwa w mieście . Podobnie jak najstarsza kaplica klasztorna, do dziś pięknie zachowana przy ul. Krakowskiej 15 oraz sarkofagi z doczesnymi szczątkami fundatorów w wybudowanej przez nich kaplicy na starym cmentarzu. Przypominają, że materialne ofiary składane dla duchowego dobra bliźnich pozostają nie tylko w niemym kamieniu, czy pamięci potomnych, ale żyją i są pomnażane w czynach miłości bliźniego, bo ta nie umiera. Czego przykładem jest faktycznie Marnotrawny Syn – Karol.
Symbolicznymi (również w znaczeniu dosłownym) płaszczyznami, które niewątpliwie łączą Raczyńskich ze służebniczkami do dziś są wielkopolska i dębicka ziemia, troska o zachowanie kultury narodowej w szerokim znaczeniu, przekaz wartości patriotycznych oraz dążenie do chrześcijańskich ideałów spoiwem, których była i jest wiara katolicka. Słowa Róży Raczyńskiej matki spadkobiercy dóbr w Zawadzie i Dębicy, które miały być przeczytane po jej śmierci wydają się spinać klamrą przedstawione kwestie. Zapisał je po wielu latach syn Edward hr. Raczyński ambasador i prezydent Rzeczypospolitej na uchodźctwie. Przytoczmy fragment: „Miej pragnienie, abyś nie dał zmarnieć temu, czem Cię Bóg obdarzył, ale użył na najlepsze, żebyś nie usnął na pół drogi, jak to wielu czyni, i nie dał się opanować samolubstwu, lecz pracował poprzez życie całe, spełniając sumiennie, energicznie i żwawo te obowiązki, jakie staną przed Tobą (…). Niechaj kwestie religijne nie pozostaną poza życiem, zapomniane i Wam obojętne, lecz niech się w nie wplatają. Nauka Chrystusa to nie traktat teologiczny, to nauka życia samego i wyższej nad nią nie ma. Wprowadzajcie ją w czyn bez względu na wątpliwości teologiczne, boć wątpliwości powinny być bodźcem tylko ku szukaniu prawdy. Szukajcie więc prawdy w pokorze ducha, lecz nie w negacji i przez to, że jej szukacie, nie zaniedbujcie obowiązków względem bliźnich waszych i żyjcie nie według powstających w was wątpliwości, lecz według wiary, którą w sobie pragniecie utrwalić” .

Bibliografia

ŹRÓDŁA ARCHIWALNE

Archiwum Archidiecezjalne w Poznaniu (AAP)
Zespół nr 0077: Biskupi i arcybiskupi poznańscy
sygn. KL 62-71 Akta arcybiskupie. Adresy i listy
Archiwum Diecezjalne w Tarnowie (ADT)
Zespół: Acta Episcopalia Consistorii Tarnoviensis (AEpCT)
sygn. AEpCT, A/73
Zespół: Zgromadzenia Żeńskie (ZŻ).
sygn. ZŻ/49 – Akta Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Dębickich
Archiwum Karmelitanek w Kaliszu (AKBL)
sygn. B3, Kronika klasztoru
Archiwum Główne Służebniczek Dębickich w Dębicy (AGSD)
Zespół IX: Materiały Historyczne (MH)
sygn. I-D-c/2 Księga Dobrodziejów Zgromadzenia Sióstr Służebniczek BDNP
sygn. I-J-e/3 Odpisy akt kurialnych w Tarnowie dot. Zgromadzenia, 1860-1900
Rękopisy, List A. Brzezińskiego do Dobrodzieja, Tarnów 3 III 1891 (bez sygn.)
Zespół: Dzienniki Edmunda Bojanowskiego z lat 1853-1871
sygn. B –c-1 zeszyt 2 Dziennik 1853
sygn. B-c-1 zeszyt 15, Dziennik 1854
Zespół: Listy Edmunda Bojanowskiego sygn. B-d-3
Archiwum Parafii Św. Jadwigi w Dębicy (APD)
Księga Uchwał, Protokoły posiedzeń Komitetu Kościelnego 1885-1933
Inne
Fragmenty Dzienników Atanazego Raczyńskiego cytowane za: Michał Mencfel, Atanazy Raczyński (1788-1874). Biografia, Poznań 2016

LITERATURA

Ginalska Teresa, Dębica i okolice, Dębica 2000
Mencfel Michał, Atanazy Raczyński (1788-1874). Biografia, Poznań 2016
Morawczyński Marian, Wspominki historyczne po wizycie Nuncjusza Apostolskiego w Dębicy (mps)
Raczyński Edward, Pani Róża synowa Zygmunta Krasińskiego potem Edwardowa Raczyńska, Łomianki 2019
Raczyński Edward, Rogalin i jego mieszkańcy, Kraków 2003
Schmitt G., Band II Nord –Ost. Schlӧsser und Burgen am Bodensee. Von Meersburg bis Mittelwieheburg, Biberach 2001
Wanat Benignus J. OCD, Sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy u Sióstr karmelitanek Bosych we Lwowie i Kaliszu, Karków 2011
Wyszecka Teresa (s. Noemi), Działalność Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (1850-1901), Gniezno 2014
Żychliński Tadeusz, Złota księga szlachty polskiej, t. XV, Poznań 1893

CZASOPIŚMIENNICTWO

„Przyjaciel Ludu”, 3 (1839)
„Kurier Poznański”, 110 (1898)
„Dziennik Poznański”, 261(1996)
„Kalendarz Krakowski na rok 1900”

NETOGRAFIA

Konstancja Morawska (oprac.), Życie Pauliny Morawskiej, http://www.krzemieniewo.net/artykuly/paula2.pdf, dostęp 5 grudnia 2022

Streszczenie

W połowie XIX wieku Raczyńscy herbu Nałęcz należeli do bogatych rodów w Wielkopolsce. Tam też działał Edmund Bojanowski założyciel Zgromadzenia Służebniczek Bogarodzicy. Zarówno Raczyńscy, jak i Bojanowski wspierali polskość w zaborze pruskim poprzez gromadzenie i „ochranianie rodzimych” zabytków kultury narodowej w szerokim tego słowa znaczeniu. W ochronkach powstających w środowisku wiejskim w dobrach ziemiańskich, służebniczki wychowywały religijnie i patriotycznie dzieci i młode kobiety. Wspomagane przez ziemiaństwo niosły pomoc najuboższym i chorym, pracując z ludem, oddziaływały na całe środowisko. Hrabiowie Raczyńscy jako darczyńcy, wspierali działalność wydawniczą Edmunda na rzecz utrzymania sierot i dzieci, stąd zgromadzenie mogło się rozwijać. Służebniczki zostały wkrótce zaliczone przez władze pruskie do „zgromadzeń wrogich państwu”, dlatego groziła im kasata. Wówczas dzieło katolickiego wychowania realizowanego przez siostry rozwinęło się w zaborze austriackim. Jedna z wielkopolskich gałęzi rodu Raczyńskich nabyła klucz dębicki i w swoich galicyjskich dobrach ufundowała ochronkę dla dzieci oraz uposażenie dla trzech służebniczek z Wielkopolski, które w 1882 r. przybyły do Dębicy. Zaangażowanie sióstr w życie dębiczan oraz kolejne fundacje Raczyńskich umożliwiły budowę nowicjatu. Od 1891 r. dom w Dębicy zaczął funkcjonować jako dom generalny nowego zgromadzenia służebniczek dębickich.

Summary

In the middle of the 19th century, the Raczyński family of the Nałęcz coat of arms belonged to the wealthy families in Greater Poland. That is where Edmund Bojanowski, the founder of the Congregation of the Servants of the Mother of God, also worked. Both the Raczyński family and Bojanowski supported Polishness in the Prussian partition by collecting and „protecting the native” monuments of national culture in a broad sense of the word. The Servants of the Mother of God raised children and young women religiously and patriotically in the orphanages (in the past, the orphanage was an institution similar to today’s kindergarten) established in the rural environment in the estates of the landed gentry. Supported by the landed gentry, the sisters servants helped the poorest and the sick, working with the people and affecting the entire environment. The Raczyński Counts, as benefactors, supported Edmund’s publishing activities for the maintenance of orphans and children, hence the congregation could develop. The Servants were soon classified by the Prussian authorities as „assemblies hostile to the state”, which is why they were threatened with dissolution. At that time, the work of Catholic upbringing carried out by the sisters developed in the Austrian partition. One of the Greater Poland branches of the Raczyński family purchased the estate of Dębica and funded an orphanage for children in its Galician estates as well as an endowment for three female servants from Greater Poland who came to Dębica in 1882. The commitment of the sisters in the life of the inhabitants of Dębica and the subsequent foundations of the Raczyński family made it possible to build a novitiate. From 1891, the house in Dębica began to function as the general house of the new congregation of the Sisters Servants of Dębica.

Key words: The Raczyński Counts, Sisters Servants of Dębica, national culture, Polishness, catolic

Szanujemy Twoją prywatność

Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Kliknięcie przycisku „Akceptuj wszystko” oznacza zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie. Polityka prywatności.

Niezbędne Wymagane do działania sklepu, koszyka i bezpieczeństwa strony. Zawsze włączone.
Analityczne Pomagają nam ulepszać stronę (Google Analytics).
Marketingowe Google Ads, Facebook Pixel. Pozwalają na dopasowanie reklam.