03.11.2026

Rodzino mężna aż do śmierci.

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza

Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą. Więc się ich nie bójcie! Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. 

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Z jakże wielkim realizmem Jezus mówi nam, że uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Że droga, którą On przeszedł wcześniej czy później, w różnym wymiarze, stanie się i naszą drogą.

Nikogo nie oszukuje, mówi prosto z mostu, nie głosi płytkiej ewangelii uśmiechu, taniego optymizmu: dobrze, że jesteś!, będzie dobrze! Jasno nam mówi – to jest WALKA DUCHOWA, czeka Cię walka, a nadzieja polega na tym, że pomimo iż ta walka jest krwawa i wielu polegnie, i że będzie wielki ucisk – to ona JEST JUŻ WYGRANA – „Kto wytrwa do końca, będzie zbawiony” Nie ma mowy: musisz wygrać! Kto WYTRWA będzie zbawiony.

Jakże mocno powinny zawsze brzmieć nam w uszach i w sercach Jego słowa: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą.

Nie bój się gdy będziesz pomówiona o zło, gdy będziesz skrzywdzony, może nawet cieleśnie. Przytrafi Ci się być może po ludzku wiele złych rzeczy, ale możesz zachować w sobie ufność do Boga. Możesz odkryć, że On prawdziwie jest przy Tobie i pozwala Ci przejść przez wiele trudnych i bolesnych wydarzeń, ciemnych dolin. Wraz z wiarą otrzymujemy ufność, że możemy zachować w sobie miłość do Niego. Miłość, która nie pozwoli nam się Go zaprzeć. Co więcej mamy Jego moc, by o Nim świadczyć. By wytrwać przy Nim do końca w wierności i pokoju serca.

Takiej właśnie postawy uczą nas nasi Błogosławieni Ulmowie. Bez wątpienia stali się żywym odbiciem tej Ewangelii, dlatego w litanii zwracamy się do nich:

Rodzino mężna od śmierci, módl się za nami.

          Nie mieli łatwego życia. Trud, praca, troska o sześcioro małych dzieci – to ich codzienność. A jeszcze wojna, która pokrzyżowała im plany przeprowadzki, nadzieja nowego domu i zakupionej ziemi zubożyła ich o wszystkie oszczędności. Nie potrafimy chyba nawet sobie wyobrazić jak trudno było spokojnie żyć. Ilu z nas myślałoby wtedy tylko o sobie, o bliskich. Im wrażliwość serca podpowiadała, co jeszcze można zrobić, komu pomóc, kogo pocieszyć, może nakarmić. Mężna, odważna miłość wyzwalała z duchowego lenistwa i ucieczki od trudnych zadań. Bez górnolotnych słów i postanowień potrafili zmienić swoje plany, nie rozpaczali, nic nie wypominali Bogu, tylko z dnia na dzień, w domu i poza nim byli mężnymi świadkami Chrystusa. Mężni codziennie, nieustannie…do śmierci.

Rodzino mężna od śmierci – módl się za nami.

          Czy nas to trochę nie zawstydza? Czy nas to nie zadziwia? Zwłaszcza gdy zamknięci w bajkowych domach, z kilkoma telewizorami, smartfonami zawsze pod ręką, zanurzeni coraz bardziej w wirtualnym niż realnym świecie, dniami i tygodniami pozostajemy daleko od siebie nie mówiąc już o innych ludziach, którzy czekają na odruch ludzkiej dobroci, na człowieka…

Józef i Wiktora swoim cichym, prostym, zwyczajnym życiem budzą współczesnych ludzi i rodziny. Pokazują, że warto zapłacić każdą cenę, by nie przegrać życia. By pozostać człowiekiem dla innych.

Rodzino mężna od śmierci – módl się za nami.

          Bóg hartował ich przez trud codzienności, aby byli mężni w miłości, tej okazywanej sobie wzajemnie, bliskim, a wreszcie zupełnie obcym. Nie byli przecież pierwszymi do których zapukali Żydzi błagający o ratunek. A jednak byli pierwszymi, którzy ich nie odprawili. Nie zatrzasnęli przed nimi drzwi. Heroiczne męstwo, które teraz kazało wytrwać, wytrwać choćby do końca.

Kto wie ile modlitw płynęło teraz do Boga z ich małego domku, by wytrwać, by nie zwyciężył strach. Zwłaszcza wtedy, gdy zmagały się działania okupanta, gdy niemal każdego dnia z okien domu patrzyli na zabijanych bez wyroku, kiedy słyszeli o konfiskacie mienia, o polowaniu na Żydów.

A przecież trzeba było żyć niby normalnie. Trzeba było uprawiać ziemię, pielęgnować sad, zaglądać do uli, robić zdjęcia, garbować skóry, gotować obiad… Lubię słuchać opowiadań Pani Czesławy Szylar, koleżanki bł. Stasi, która jako rok od niej starsza, oczyma dziecka tak właśnie wspomina ich życie. Wszystko wydawało jej się takie sielankowe. Jako dziecko nie przeczuwała wtedy, co musiało dziać się w ich sercach, kiedy słyszeli nocą lub nad ranem strzały zwiastujące śmierć kolejnych złapanych ofiar. Jakim niepokojem drgały serca Józefa i Wiktorii? Bo przecież człowiek do końca zostaje człowiekiem i nie jest mu obcy lęk, trwoga i smutek. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą.

Rodzino mężna od śmierci …

…do śmierci, do tamtego piątku o świcie – 24 marca 1944 roku, gdy niemieccy żandarmi zajechali przed ich dom, wtargnęli do środka i bez uprzedzenia zaczęli strzelać, a z sufitu zaczęła sączyć się krew pierwszych żydowskich ofiar. Krzyk i płacz dzieci wyrwanych ze słodkiego snu. Oprawcy byli dobrze poinformowani. Wiedzieli, w jakim celu jadą do Markowej i kogo tam szukają. Na poddaszu znaleźli jeszcze żywych ukrywających się Żydów. Kolejne strzały.

A potem przyszedł czas na nich. Ze zdumieniem czytałem opis ich męczeństwa i to, że Józef patrzył oprawcom prosto w oczy. Może dlatego jeden z nich – Kokott, który nie potrafił tego znieść powiedział: „Patrzcie, jak giną polskie świnie – które przechowują Żydów”.

Nie… tak giną ci, którzy nie boją się tych, którzy zabijają ciało, bo duszy zabić nie mogą. Tak umierają święci…

W ciągu kilkunastu minut z rąk żandarmów zginęli wszyscy członkowie rodziny: Józef, Wiktoria, ich sześcioro dzieci i to siódme, rodzone dla męczeństwa.

Rodzino mężna od śmierci – módl się za nami.

Dziś wiemy, że śmierć nie miała ostatniego zdania, stała się tylko przejściem do nowego życia. Jezus spełnił swoją obietnicę: Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. 

Tę i kolejną: Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Po niemal osiemdziesięciu latach od tamtego poranka, świat dowiedział się o ich miłości, którą trzymali w tajemnicy, o której miał się nikt nie dowiedzieć. O ich cichym, heroicznym męstwie, dlatego my i cały Kościół dziś woła:

Rodzino mężna od śmierci – módl się za nami.

Uczą nas dzisiaj, że świat może nam wszystko zabrać: majątek, dobre imię, zdrowie, a nawet życie. Ale Boga nie możemy pozwolić sobie zabrać. Taka nadzieja zawieść nie może… Nikt nie jest w stanie nam jej odebrać, jest ona zasiana przez Boga. Tylko tego Bożego zasiewu trzeba mężnie strzec.

Takimi świadkami będą dla nas zawsze MĘCZENNICY. Oni nie byli optymistami – nie powtarzali: Pan Bóg nas wyratuje. Być może mnie nie wyratuje, ale Boga mi nikt nie odbierze. Nie zabierze mi życia kat, dzikie zwierzę, niemiecka kula – najwyżej zabije jedynie ciało, ja żyję wiecznie bo mam Boga!

Siostry i Bracia! Jak będziemy mieć takie męstwo to wprawimy świat w osłupienie. Tego świat nie zna. Tego nie ma nikt. Dlatego PRAWDZIWEGO chrześcijanina jeszcze nikomu nie udało się złamać. I powie św. Paweł: obalają nas, a powstajemy. Dlatego mająca 12 lat św. Agnieszka poddawana torturom niczego się nie boi, kat patrząc na jej spokój zaczyna się bać. Ona ma coś nie z tego świata. Bł. Józef patrzy w oczy oprawcom. On ma coś nie z tego świata.

Szczęśliwi, których moc jest w Tobie. Którzy zachowują ufność w swym sercu modli się psalmista.

Podejmujemy dziś i my tę modlitwę Tak, jesteśmy szczęśliwi, bo znamy i kochamy Boga, bo nasze życie nie jest beznadziejne. Choć może nie wszystko się układało i układa po naszemu, tak jak my byśmy chcieli. Nie musimy porzucać wszelkiej nadziei, przeciwnie: możemy się nią napełniać, dzięki miłosierdziu Boga i Jego łasce.

Prośmy o mężne serca, pełne nadziei. I choćby nie wiem co, zachowujmy ufność w swym sercu żyjąc wola Bożą.

Bo dla osoby, która żyje wolą Bożą, nie ma żadnych niesprzyjających sytuacji. Kto prawdziwie wierzy, ten wie, że wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno, że wszystko jest przygotowane przez Boga i lepiej być nie może. Z pewnością nie wszystko jest łatwe i słodkie, ale jest tak, że wszystkie okoliczności sprzyjają Bożym zamiarom: doprowadzeniu człowieka do celu. Chwila obecna jest zawsze najlepsza. Bo czekać na lepsze czasy to tracić tę szczególną szansę, która nadarza się właśnie teraz. Dlatego…

Bł. Józefie, Wiktorio, Stasiu, Basiu, Władziu, Franiu, Antosiu, Marysiu, dziecko pod sercem matki rodzone w męczeństwie – Rodzino mężna do śmierci – módl się za nami.

Ks. Rafał Ziajka

Szanujemy Twoją prywatność

Używamy plików cookie, aby poprawić jakość przeglądania, wyświetlać reklamy lub treści dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkowników oraz analizować ruch na stronie. Kliknięcie przycisku „Akceptuj wszystko” oznacza zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookie. Polityka prywatności.

Niezbędne Wymagane do działania sklepu, koszyka i bezpieczeństwa strony. Zawsze włączone.
Analityczne Pomagają nam ulepszać stronę (Google Analytics).
Marketingowe Google Ads, Facebook Pixel. Pozwalają na dopasowanie reklam.