Sobotnie popołudnie. Wysiadam z pociągu i już wiem, że w mieście będzie bardzo tłoczno. Nie ma się co dziwić. Piękna pogoda. Złota, polska jesień, szkoda nie skorzystać z wolnej chwili. Przyjechałem do dawnej stolicy, by pooglądać aktualną wystawę w muzeum. Jak przez gęsty las przecisnąłem się przez niemieckojęzyczne grupy turystów pod Bramą Floriańską. Lubię obserwować obcych ludzi. Ciekawi mnie jakie historie się za nimi kryją, co jest dla nich ważne, kto lub co czeka na nich w ich domach, co za sobą zostawiają. Oni też przyjechali tu popatrzeć, na miasto, jego zabytki, może spotkamy się jeszcze w muzeum, kto wie.. Tymczasem, by uniknąć czołowego zderzenia skupiam się na drodze i szybko przecinam zapełniony rynek. Sklepy starówki oferujące oryginalne pamiątki „made in china” mają dziś niezły obrót. W samym sercu rynku jest jedno ciche miejsce przeniesione jakby z innej rzeczywistości. Kościółek św. Wojciecha, mieszcząca kilkanaście osób „świątynka”. Tam jest cisza. Pod względem estetyki i wyposażenia nie może konkurować z sąsiednią bazyliką. Raczej nie wzbudza w turystach większego zainteresowania. Taki przyklejony do płyty rynku budyneczek. Przecież stoi tam dużo dłużej niż sukiennice! Cicha obecność Boga.
Ciekawe ile osób w tym wielotysięcznym tłumie wie o tej obecności? Ciekawe kto bierze ją na poważnie? Większość z nich przecież – może nawet wszyscy – wiedzą o Bogu. Wszechmogący, pozwalający zaspokoić skrywane najgłębiej w sercach pragnienia. Może komuś nawet przyjdzie do głowy, gdy patrzy na ten kościół. Przecież po coś go zbudowano! Ale, że miałby być w środku, zamknięty? Oczekujący, choćby na gest? Chyba jako gatunek powoli tracimy zdolność zginania kolan przed Bogiem. Dzieje się tak nie dlatego, że mamy problem ze stawami. Jest tak dlatego, że nie widzimy już Boga. Albo raczej widzimy Go nie tam gdzie jest w rzeczywistości. W tabernakulum, w kościele, w kawałku białego Chleba? Nie! Przecież to niczego w naszym życiu nie zmienia! Taka cicha obecność Boga.
Przed takim cichym Bogiem, wielu wysuwa się na pierwszy plan. Tymczasem dobrze pamiętamy! Nie będziesz miał przede Mną… kogo? innych bogów. Cudzych – to znaczy obcych. To znaczy takich, którzy nigdy nie będą blisko, którzy w ogóle nie będą. Tylko jeden JEST.
Wielu ich przyszło dziś na rynek. Pieniądze, handel, praca, przyjemność, jedzenie.. Wszyscy są po swojemu bardzo głośni. Widać ich z daleka. Mówią: potrzebujesz mnie teraz! Tylko jeden pozwala się wyprzedzić, by człowiek zatęsknił za Jego cichą obecnością. Tylko On oferuje więcej niż wszyscy inni razem wzięci.
O tym, że On jest zapomnieli Izraelici pod górą Synaj. Gwarny orszak, niczym na rynku zgromadzony wokół figury krowy ze złota. Francuski malarz epoki baroku Nicolas Poussin uchwycił ten dynamiczny moment na obrazie „Adoracja złotego cielca”. Widzimy jak w przystrojonym kwiatami złotym cielcu, ludzie widzą boga. Adorują go, tak jak się adoruje Najświętszy Sakrament. W tym samym czasie Bóg na Górze wypisuje na kamiennej tablicy: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.” I tak ta historia powtarza się przez kolejne tysiąclecia. Gdy cicha obecność Boga już nie wystarcza. Gdy potrzebujemy iść za kimś, kto nas poprowadzi i jak się zdaje jest bardziej dostępny niż Bóg. Tymczasem On jest bliżej niż się wydaje. Nie pozwólmy sobie na to by ubóstwić cokolwiek lub kogokolwiek poza Nim. Można życie zamienić w rytualny taniec wokół przedmiotu, który się ubóstwia. Strach pomyśleć, że można życie uzależnić od krowy, choćby była wykonana za złota.
Ks. Jakub Tokarz – Felieton „w ramach” Dekalogu.
