30.10.2021

Karząca miłość Pana Boga

„Karząca miłość Pana Boga”[1]

Przymiot miłości Boga, który jest bardzo trudno pojąć. Jednak kiedy zgłębimy, czym istotnie jest kara i dlaczego jest ona stosowana, wtedy odkryjemy jej sens.

Bóg kocha człowieka – swoje stworzenie i pragnie by Jego miłość była odwzajemniana. Bóg pragnie być przez nas kochany. Kiedy człowiek nie przyjmuje miłości ofiarowanej mu przez Boga, sam siebie skazuje na karę. Bóg jednak nie przestaje kochać człowieka, szuka go. Czasami zsyła na niego różne trudne, bolesne doświadczenia. Nie są one zemstą Pana Boga za odrzuconą miłość. Są wołaniem Boga o powrót, o przyjęcie na nowo Jego Miłości.

Listopad jest szczególnym miesiącem, w którym reflektujemy nad swoim życiem. Przypominamy sobie jego sens i cel ostateczny.

Bóg do każdego z nas nieustannie i na różny sposób przychodzi.  Czy dostrzegamy Go i przyjmujemy?

Postawmy sobie kilka pytania, które niech będą przedmiotem refleksji w miesiącu listopadzie:

W jaki sposób przeżywam, odbieram konkretne wydarzenia w swoim życiu?
Czy zastanawiam się nad tym, co Bóg chce mi przez nie powiedzieć?
Czy dostrzegam w nich kochającego i szukającego mnie Boga?

Błogosławiony Edmund Bojanowski był człowiekiem, który gdy dostrzegał u innych błędne zachowanie, nieposłuszeństwo wyciągał z nich konsekwencje, włącznie z karą. Czynił to nie po to, aby udowodnić swoją wielkość, czy pomniejszyć wartość drugiego człowieka,  ale by pomóc mu w kształtowaniu dobrych postaw, w dokonywaniu dobrych wyborów.

Jednym z przykładów może być spotkanie z Marynką, które zapisał w swoim Dzienniku:

Po południu przyszła Marynka z Ochronki, nie wezwana przeze mnie tylko z własnej pobudki, pragnąc mnie przeprosić i usprawiedliwić się z popełnionego nieposłuszeństwa. Wszedłszy, długo od płaczu nic nie mogła przemówić. Nareszcie upadłszy mi do nóg, ze łkaniem błagała, aby jej wybaczyć i nie oddalać ją z Ochronki, bo całe jej szczęście w tej służbie. Przyjąłem ją łagodnie i dając napomnienia w miłości, cofnąłem postanowienie oddalenia jej, zagrażając tą samą karą, jeżeli jeszcze w czemkolwiek nie dopełni moich rozkazów. Obiecała z płaczem wytrwać i strzec się nadal od podobnych lekceważeń moich rozkazów. Na odejście dałem jej 2 złp. na kupienie łopaty na jarmark. (Dziennik, Wtorek 13 marca 1855)

Na podstawie tego tekstu zadajmy sobie pytania:

Jak podchodzę do drugiego człowieka, szczególnie do jego błędów?
Czy mam w sobie ewangeliczną postawę dialogu, w której potrafię upomnieć, gdy dostrzegam zło?
W jaki sposób wymierzam kary innym, zwłaszcza dzieciom? Czy robię to w duchu miłości, dla ich dobra?

Pamiętaj! Tylko kara wymierzona z miłości, dla dobra ma moc leczenia, co często Jezus ukazuje w swym Słowie!

Zadanie: zwróć uwagę na przeżywane chwile. Co w nich Bóg chce konkretnie Tobie powiedzieć, do każdego osobiście?

Ważną cnotą jest cnota karności, która tak szczególnie będzie w nas kształtowana poprzez właśnie ten codzienny, ewangeliczny dialog.

Tego także uczy błogosławiony Edmund.

Prosimy Cię bł. Edmundzie, naucz nas dobrego wzajemnego upominania, mądrego z miłością karania, wszystko po to, by pomagać innym i sobie słuchając napomnień kierowanych do każdego z nas.

Opowiadanie ze zbiorów bł. Edmunda Bojanowskiego:

„Obmowa (albo Pobicie umarłego)[2]

Raz jedna dziewczynka wyprzątała z matką komorę po służebnej sierocie, która była od nich na inszą służbę odeszła, a wymiatając po niej barłóg i rzępki, wymówiło się płochej dziewczynce słowo:

– Odpuść jej Panie Boże! Ale też to przy swojej biedzie mogło być bardziej schludne.

– Oj! Nie mów tak, moje dziecię – przekładała jej matka – bo nie trzeba poza za oczy obgadywać nikogo, cóż dopiero sierotę z niewinnej chudoby.

– I zasmuciła się trochę dziewczynka, ale nie miała sobie tego bardzo za grzech. Aż w nocy zaczęła się przez sen czegoś strachać i wołać na matkę, póki jej nie obudziła:

– O! Moja matuchno! Com ja też to za sen miała. Śniło mi się, że szłam niby z jakiegoś miasta, a tam przy drodze leżał człowiek umarły i nagi, a szli też ludzie pijani i na niego pluli, i kijami rzucali, a nie było nikogo, co by go na cmentarz zaniósł, wieczny odpoczynek powiedział. Z tego mię też taki strach wziął i zaczęłam z tego miejsca uciekać, ażem się obudziła. Powiedzże mi też, matuchno, co też taki sen ma znaczyć?

– Znaczy wiele, moje dziecko, bo ci go Pan Bóg na zbawienną przestrogę zesłał. Pamiętasz wczoraj, jakeś wymiatała rzępki po naszej sierotce, wymówiło ci się grzeszne na nią słówko, to cię też sumienie we śnie nauczyło, bo że kiedy złe słowo powiesz poza za oczy na kogo, który tego nie słyszy i ująć za sobą nie może, to czynisz jak owi pijani ludzie, co pluli i kijami rzucali na umarłego, który im się bronić nie mógł. Pamiętaj to więc sobie, moje dziecię, na zawsze, że jako umarłym mówimy wieczny odpoczynek, tak i żywi powinni mieć od nas za oczy święty pokój.

Skruszona tym dziewczynka nauczyła się wielkiej cichości i gdzie tylko usłyszała o kim złe słowo, powtarzała zawsze przestrogę: Kto obmawia nieobecnego, to jakby bił umarłego.

s. Dorota Gościńska SBDNP

[1] Na podstawie „Ewangelia Miłosierdzia” ks. Wincentego Granat.

[2] Redakcja: Edward Gigilewicz, s. Maria Loyola Opiela, Prace, szkice i notatki E. Bojanowskiego, t. II, s. 246-247