04.01.2022

Otwarta miłość Pana Boga

Otwartość to cecha człowieka, która łączy ludzi ze sobą. Bł. Edmund Bojanowski, kiedy umierał, wokół jego łoża zgromadziły się wszystkie Siostry. Przekazał im wtedy swój duchowy testament, który do dzisiaj jest kanwą formacji Sióstr Służebniczek. Mówił wtedy m.in. o prostocie.  W rozumieniu bł. Edmunda prostota jest klejnotem czystej wody, czy najczystszym ukazaniem piękna będącego w człowieku.

Jezus wiele razy pytany przez uczniów o ideał życia wskazywał na dziecko, które jest szczere, proste, otwarte – otwarte na innych, a nade wszystko na swych rodziców. Zniszczenie tej cechy skutkuje w życiu człowieka ogromnymi konsekwencjami, co przenosi się na relacje rodzinne, społeczne, zawodowe.

Bóg jako nasz Ojciec bardzo pragnie naszej otwartości na Niego i na bliźniego. Postawa miłowania to konkretny przejaw tej cnoty. Miłosierny Samarytanin, Miłosierny Ojciec, liczne uzdrowienia dokonywane przez Jezusa, to wyraźne przejawy Miłości Boga do nas, która sięga aż po Krzyż.

Ta Cnota widoczna jest w Tajemnicy przyjścia Boga do człowieka. Jak wielka to Tajemnica i jak niepojęta. Otwarta Miłość Boga na człowieka w jego kondycji.

Warto zadać sobie pytanie, czy jestem otwarty na drugiego człowieka, tego bardzo bliskiego tuż obok mnie? Czy potrafię tak miłować Męża, Żonę, Dziecko, Rodziców, Rodzeństwo?

Miesiąc styczeń rozpoczyna czas Nowego Roku. Przed nami nowe z Opatrzności Bożej dni, wydarzenia, sprawy. Może właśnie to jest bardzo realny moment na podjęcie postanowienia, by wzajemnie pojednać się ze sobą, odbudować to, co zerwane, otworzyć drzwi serca, swego domu dla odrzuconych, wyrazić wdzięczność za dobroć, otwartość bliskich wobec mnie.

Nowy Rok niech będzie okazją do większej uważności na to, co daje Pan Bóg, ale i na drugiego człowieka…

Bł. Edmund taką postawę otwartości pokazuje nam swoim życiem.

(…) Byłem na nieszporach. W powrocie widziałem się z ochroniarkami. Napomniałem surowo Jagusię, że dziś podczas procesji w Gostyniu szła osobno z Elżbietką, nie trzymając się blisko Magdaleny, jak im z dawna było powiadane, że zawsze w kościele itp. razem trzymać się mają. Kazałem jej przy sobie przeprosić Magdalenę, że jej się nie opowiedziała, odchodząc w inną stronę przy procesji, a Elżbietkę przeprosić musiała, że jej w tem zły ze siebie przykład dała. Rozpłakała się biedna Jagusia, ale nie była wcale markotna”(Boże Ciało. Czwartek, 7 czerwca [1855]).

 

 W nocy deszcz – ale rano się wypogodziło tak, dzięki Bogu, że mogłem pójść do kościoła. Zastałem na kazanie. Po Mszy św. godzinkowej widziałem się z Magdaleną i Elżbietką. Pierwszej powinszowałem dzisiejszych imienin. Dałem jej 1 tal. na wiązanie i 2 złp. na dzisiejsze uczęstowanie towarzyszek, oraz od nich dwie koronki jej wręczyłem. Na wielką moją pociechę opowiedziała mi o wczorajszej chorej szczegóły, które wczoraj Jagusia przemilczała, ponieważ ona ją wyszukała pierwsza i towarzyszki do pomocy wezwała. Magdalena udała się zaraz do dworu prosić o konie po księdza, ale gdy jej odmówiono, oświadczyła, że będzie musiała nająć na wsi, ale umierającej bez księdza zostawić nie może. To dopiero spowodowało, że się konie we dworze znalazły. Ochroniarki dwie od rana musiały prawie do południa oczyszczać izbę i chorą, w takim nieładzie i nędzy wszystko zastały. Jest to bowiem stara matka rataja żony, która do córki przyszedłszy, zachorowała. Stąd też dwór uważał ją za obcą. Musiały ochroniarki jedno ze swych łóżek przynieść. Jagusia dała swoje prześcieradło, z którego uszyły i zrobiły sieniak wygodny, bo chorą na barłogu i na podłodze leżącą zastały. Jagusia także dała dla niej koszulę, choć sama ma tylko kilka i już bardzo lichych. Magdalena ze swych nie mogła dać, bo ma jeszcze z czasu swej kuchennej służby u sióstr koszule z krótkimi rękawami, a Elżbietki koszule były za małe. Magdalena więc za to dała swoją czapeczkę i chustkę dla chorej, którą tak oczyściwszy, ubrawszy chędogo, na wygodnem łóżku złożyły. Na przyjęcie księdza z Panem Jezusem narwały co prędzej kwiatów, usłały nimi ścieżkę od samej drogi przez sień i izbę aż do stolika przy chorej, na którym wśród kwiatów ustawiły świece gromniczne i krzyż z ołtarzyka ochrony. Owóż w kilku chwilach nieschludna, barłogiem i błotem napełniona izba, pełna zaduchu, zakwitła i zapachniała kwieciem i miłością chrześcijańską. Ze łzami w oczach dowiedziałem się o tych wszystkich szczegółach i z całej duszy dziękowałem moim kochanym dziewczętom za ich – powiem – domyślność serca. Wyrażenie to krytykował kiedyś Śniadecki w Malwinie księżnej Witembergskie, a przecież w tej chwili czuję, że w pewnych razach innego wyrażenia użyć nie można, jak np. w niniejszym. Magdalena dobrą myśl powzięła, aby na przypadki takich ubogich chorych we wsi mieć zawsze łóżko, sieniak, koszulę itd. w ochronce. Mnie zaś naprowadza to na myśl urządzenia po wioskach jakiegoś bractwa albo religijnego zobowiązania mieszkańców do niesienia pomocy takim opuszczonym chorym przez dawanie koni kolejno po księdza, a nawet i lekarza.(Niedziela, 22 lipca [1855]).

s. Dorota Gościńska SBDNP